Wpis z dziennika
22.05.2018
#4 Potęga pisania, potęga działania
„I feel perpetual”
(Cocteau Twins – Wolf In The Breast)
Wpis z dziennika
22.05.2018
„I feel perpetual”
(Cocteau Twins – Wolf In The Breast)
Ostatnio odbyłam kilka ciekawych rozmów o umiejętności wyrażania swoich myśli poprzez słowa. O tym skillu, który nie każdemu jest dany. Jak się okazuje – dar z niebios.
Warsztat to oczywiście jedna sprawa, oczytanie druga, trzecia i czwarta to wyobraźnia i przeżycia, ale piąta to nowy zmysł. Talent do uformowania świata z myśli, powołania nowej rzeczywistości idealnie odwzorowując pierwotny zamysł. Impuls twórcy. Władza. Potęga. Moc. A między wielkimi słowami psotnicza lekkość.
To niezmiernie ciekawe zjawisko. Niektórzy wspominali, że mają wielki chaos w głowie, że nie są w stanie prowadzić logicznej wypowiedzi, że historie pędzą i tylko wciąż wypluwają uzdy. Albo ktoś, kto wie, że nie potrafi ująć obrazów duszy w słowa, że boi się, że wypowiedziane zmienią kształt i zostaną utracone. To jak bojaźń przed powiedzeniem na głos bolesnej prawdy, by przypadkiem za bardzo nie scaliła się z życiem.
Pisarstwo to sztuka, a sztuka to nieśmiertelność. Doniosłe, ale jakże podniecające!!!
Do tych, co wiedzą, jak to jest: czy istnieje lepsze uczucie niż wstępowanie w swój świat pisarski na osiem godzin ciągiem (z przerwą na kawę)? A potem przebudzić się ze świadomością przeżytej świetnej przygody? Fabuła na papierze albo w pliku przyciąga dalej, frazy owijają, czasowniki rozkazują, siedzimy w przytulnej atmosferze własnego umysłu. Brzmi jak szpital psychiatryczny i mocne leki. Tak! Bo to jest obłęd! OBŁĘD! Nie wyobrażam sobie większego szczęścia niż pisanie.
Pani Szymborska teraz podsumuje:
„[…] Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie.
Bez mojej woli nawet liść nie spadnie
ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.
Jest więc taki świat,
nad którym los sprawuję niezależny?
Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?
Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej”.
No obłęd no!
Od lat już tak nie mam, że trudno mi znaleźć odpowiednie znaczenia. Jeśli chcę, by odbiorca poczuł zimno, nie muszę nawet używać określających słów. Jeśli ma płakać, stworzę mu taką aurę, że przypomni sobie sentymentalne głębokie dzieciństwo, a nawet życie płodowe, gdy był niewinny i nie wiedział jeszcze, co go czeka. Może czuć ogień, złość i zdziwić się, że pragnie dokonać mordu na kimś, kto przecież nie istnieje poza kartkami opowieści. Prostota, ale wysublimowana, dorodność ukrytych znaczeń, gładkość związków. Natchnienie.
A jeśli miałby się zaśmiać to… no to już się stanie samo, w końcu „dzieło sztuki jest odbiciem świata przefiltrowanym przez temperament artysty” (Zola). A mój temperament to mocny obłęd. Tornado emocji i skoki nad przeszkodami.
Najnowsze wpisy
No posts found!