Wpis z dziennika
8.03.2020
#15 Dzień Kobiet, moje urodziny, kiedy myślę o Polsce
„I am not the same, I’m growing up again”
(Cocteau Twins – Evangeline)
Wpis z dziennika
8.03.2020
„I am not the same, I’m growing up again”
(Cocteau Twins – Evangeline)
Cieszysz się? Usłyszałam rano w swojej głowie. Z czego? Cieszysz się, że się urodziłaś? 8 marca 1993 roku? W tym dniu, wtedy? W danej godzinie, a nie minutę czy dzień później, wcześniej? W Dzień Kobiet? Że w takim świecie, w takim przecięciu współrzędnych geograficznych i przy takich ludziach? Jesteś zadowolona z życia, które dostałaś i z umysłu, jaki sobie później wypracowałaś z pomocą najbliższych osób i tej wciąż niepoznanej cząstki, dzięki której jesteś nierozerwalnym elementem wszechświata? Cieszysz się?
Cieszę się… prawie całkowicie. Przyznałam szczerze, bo przecież nie będę samej sobie kłamać.
Prawie?
Jestem szczęśliwa z życia, jakie mi się przytrafiło. Kocham każdy dzień, który jest za mną, uwielbiam to uczucie, że niczego nie żałuję i że potrafię ubrać tę radość w wyrazy, owinąć się słowami i tworzyć. Że mam rodzinę i przyjaciół, za których jestem gotowa umrzeć. Że mam ciągle jakieś zajęcie, pasje i jasny cel przed sobą. Że tak często spoglądam na siebie z boku i zmieniam się, gdy porywa mnie łatwe, a nie dobre życie. Jestem wciąż zdrowa, kochana, kochająca i umiem wyjść poza ramy wszelkiego myślenia, by głośno krzyknąć: „nie ma dla mnie granic!”. Doceniam wszystko, co mnie spotkało, szanuję ścieżki losu, którymi codziennie przemierzam, na których starzeję się, mądrzeję i głupieję jednocześnie. Uwielbiam obraz, który wyłania się, gdy łączę się z „kosmosem”, widząc, jak bardzo świat ziemski jest skomplikowany, pogmatwany, oszałamiająco przepiękny w swoich jasnych i przerażająco ciemnych barwach – lecz też jaki jest trudny, krótki i kruchy.
Dzisiaj kończę 28 lat i ktoś mógłby powiedzieć, że „gówno widziałaś”, pewnie nawet nie kłóciłabym się z tym. Co jest zresztą dobitnie pocieszające, bo sugeruje, że przede mną tysiące kilometrów meandrów i ostrych wierzchołków nowych doznać i rozbrajających widoków rzeczywistości (i to nie jednej, podtrzymując moją filozofię, że każdy stworzony literacki świat, to kolejna rzeczywistość). Także gdy już uznam, że prawdopodobnie „gówno jeszcze widziałam”, skontrastuję to z faktem, że już wiele odczułam i przemyślałam. A to generuje moje nowe życzenia, które… nigdy nie powinny być życzeniami, tylko standardem człowieczeństwa.
Dmucham w świeczki na torcie i proszę o Polskę, z której nie chcę wyjechać. O kraj postępowy tak samo w nauce, jak i w umysłach. Gdzie rozwój prawdziwej edukacji i medycyny to nowe wersy narodowego hymnu. Gdzie dzieci potrzebujące psychiatrów i osoby z niepełnosprawnościami otrzymują konieczną pomoc. Gdzie wszelka sztuka to nie kulturalny dodatek do życia, tylko pełen szacunku, wartościowy sposób wyrażania człowieka i pierwsze źródło inspiracji, aby zmieniać świat na lepsze.
Dzisiaj kończę 28 lat i ktoś mógłby powiedzieć, że „gówno widziałaś”, pewnie nawet nie kłóciłabym się z tym. Co jest zresztą dobitnie pocieszające, bo sugeruje, że przede mną tysiące kilometrów meandrów i ostrych wierzchołków nowych doznać i rozbrajających widoków rzeczywistości (i to nie jednej, podtrzymując moją filozofię, że każdy stworzony literacki świat, to kolejna rzeczywistość).
Chciałabym Polskę, która jest pełna zrozumienia i tolerancji płynącej z serca, a nie z poprawności politycznej. Gdzie nikt nikogo nie obraża, nie nienawidzi, nie chce pobić, stłamsić, zaszczuć, zastraszyć, zaszantażować, okłamać, zdradzić ani zabić. Gdzie kobiety pozostaną jednak ludźmi (!) i będą same za siebie decydować. Gdzie osoby o każdej tożsamości płciowej również w końcu zostaną uznane za człowieka! Marzę o czasach, gdy nikt już nie będzie się dziwił, że dwóch mężczyzn idzie po ulicy, trzymając się za ręce, kiedy dwie dziewczyny razem mieszkają i mają dziecko, kiedy osoby aseksualne nie będą musiały tłumaczyć, że nie są chore psychicznie. Wyczekuję z utęsknieniem końca tej chorej powszechnej debaty, w której każdy zmuszany jest do identyfikacji swojej tożsamości płciowej. Gdzie tęcza to zło, ale zakrwawiony krzyż to już wszystko, czego powinniśmy pragnąć! Życzę sobie, aby to się wreszcie skończyło, aby zapanował spokój, aby osoby LGBT+ nie popełniały samobójstw z powodu zaszczucia i nieustannego zagrożenia. Aby każdy mógł żyć tak, jak chce, kochać tak, jak chce i uprawiać seks, tak jak chce. Aby to przestało być atrakcyjne politycznie, światopoglądowo i społecznie. Bo to powinno być normalne. Jak normalne jest jedzenie, spanie i oddychanie. Marzę, że edukacja seksualna to nie temat tabu, że ciało to nie temat tabu, że człowiek to nie temat tabu! Że tabu znika i możemy nareszcie odetchnąć, usiąść do rzetelnej nauki, dokształcić się, zrozumieć świat i przestać bać się wiedzy. Stać się mądrymi, racjonalnie i logicznie myślącymi obywatelami. Nareszcie ujrzeć i uwierzyć w to, jak świat poza granicami Polski już diametralnie się zmienił.
Z łamiącym się sercem życzę sobie Polski, w której kościół nie wychyla się zza drzwi kościołów. Gdzie każda wiara, która jest komuś potrzebna, nie będzie żądała rozlewu krwi i pretendowania do tronu. Marzę o szacunku, którym każdy z nas darzy siebie samego i wszystkich wokół. Marzę o odwadze, by ludzie mogli nareszcie zmierzyć się z własnymi słabościami i demonami, by mogli udźwignąć ból i zacząć działać. Tak bardzo byłabym poruszona, gdybym mogła ujrzeć Polskę wypełnioną ludźmi mądrymi, inteligentnymi, pełnymi skupienia na drugim człowieku, słuchania go, nie odwracania oczu od przemocy w każdym jej aspekcie. Pragnę Polski zdrowej, profesjonalnej i uśmiechniętej. Którą rządzą osoby światłe, empatyczne i bezinteresowne. Gdzie nie liczą się pieniądze, tylko te rzeczy, które są bezcenne. Jak zdrowie czy wytwory ludzkiego umysłu. Chciałabym obudzić się kiedyś i nie czuć już tej bezsilności, smutku i litości za naród, który drży zlękniony przed każdym kolejnym dniem absurdu. Tak ogromnie chciałabym, żebyśmy wszyscy otworzyli oczy i ujrzeli to wszystko z dystansu. Spojrzeli na siebie i pomilczeli chwilę nad naszą kondycją i przyczyną naszego upadku.
Chciałabym Polskę, która jest pełna zrozumienia i tolerancji płynącej z serca, a nie z poprawności politycznej. Gdzie nikt nikogo nie obraża, nie nienawidzi, nie chce pobić, stłamsić, zaszczuć, zastraszyć, zaszantażować, okłamać, zdradzić ani zabić. Gdzie kobiety pozostaną jednak ludźmi (!) i będą same za siebie decydować.
Z okazji urodzin życzę sobie, aby po tej okropnie długiej walce o lepsze jutro, o lepszego siebie, wstać kiedyś rano, zrobić sobie kawę i zadumać się, że „przyszło mi żyć w tak odważnym i mądrym kraju”! Z którego nie sposób wyjechać bez ogromnego żalu. Z którego jednomyślnie bylibyśmy dumni, bo stałby się ojczyzną przez wielkie „o”.
To cieszysz się w pełni, czy nie? Usłyszałam, gdy zdmuchnęłam już wszystkie świeczki.
Będę się cieszyć.
Najnowsze wpisy
No posts found!