Wpis z dziennika
26.05.2021
#16 Dzień Mamy, czyli trochę o nieśmiertelności i życiu na krawędzi
„Things from the forest die here but I don’t”
(Cocteau Twins – But I’m not)
Wpis z dziennika
26.05.2021
„Things from the forest die here but I don’t”
(Cocteau Twins – But I’m not)
Dwa dni temu chodziłam po ścianach, myśląc, że albo moja mama jest nieśmiertelna albo – cóż – złamie się we mnie całe życie.
Tyle razy życzymy sobie wszystkiego najlepszego przy każdej większej okazji: „zdrowia, szczęścia, pomyślności”, jednak tak naprawdę tylko to pierwsze jest nam potrzebne. Bez zdrowia możemy co najwyżej liczyć łzy i pęknięcia na szpitalnym suficie. Bez zdrowia nie ma niczego, brak wolności, radości, nie ma chęci, nie ma planów. Fatalnie urządziła nas biologia, bo albo wszystko, albo nic.
Mam na myśli nowotwory, udary, sarkoidozy – całą tę cholerną plejadę patologicznych zmian, która towarzyszy mi od dziecka. Jak się niedawno dowiedziałam od specjalisty – moje życie jest trudne. Chociaż to nie ja chorowałam, nie ja spędzałam godziny, dni, tygodnie w szpitalach, nie ja miałam popalone żyły od chemii i pocięte ciało po licznych operacjach. To nie mnie wyłączała się połowa ciała, a stawy bolały, jakby ktoś je łamał kołem. Widziałam to i teraz naprawdę rozumiem, że w mojej rodzinie jest niespotykana moc.
Moja Mama jest nieśmiertelna.
Zaledwie dwa dni temu pomyślałam sobie, chodząc boso po rozbitym szkole, że niepewność równa się pewności, że przygotowywanie się do przyszłości lub zatrzymanie tu i teraz, to jak projektowanie rzeczywistości od nowa. Jak kreowanie bohaterów w zabawie: „nie, on teraz nie umrze, bo musi zrobić to i tamto”. Cezura pomiędzy „możemy żyć dalej”, a „dziękujemy, widzimy się w zaświatach” jest tak namacalna, że niknie każda nieśmiała nadzieja. Bo to jest strach, tak prawdziwy, tak paraliżujący, że stan lękowy to za mało. Bać się o kogoś. O Mamę. Od lat. Co kilkanaście miesięcy. (Dlaczego? Bo natura tak to sobie wymyśliła, naznaczając nas, a może wyróżniając?) Czarna rutyna i niegasnąca wiara dziecka, że to nic, że będzie jak kiedyś. I jest.
Moja Mama jest nieśmiertelna.
W powieściach tworzę silne kobiety, mają moce, odwagę, wolę walki. W życiu mam to na co dzień. Jest Ona. Wciąż młoda i – koniec końców – zdrowa! Czy ja też kiedyś taka będę? Żeby kilka chwil po przebudzeniu po skomplikowanej operacji jedyne, co chcieć powiedzieć, to „ale mnie wkurzyli, nie chciał mi powiedzieć, czy coś jeszcze wyciął!”? Ale mnie wkurzyli.
Weteranka. Pokonuje nowotwory i inne medyczne twory z zawodową precyzją. Ludzkie to będzie powiedzieć, że żegnałyśmy się już kilka razy, witałyśmy częściej. Ale ona wygrywa. Nie do zdarcia. Najlepsza. Championship in defeating cancer, kurwa.
To są emocje, których nikomu nie życzę, to jest bagaż, który nie każdy potrafiłby nieść. To chęć życia, którą rozumie się dopiero wtedy, gdy granica między żyć a umrzeć przypomina nieodpartą potrzebę powrotu w ukochane miejsce. Nieśmiertelność to wielkie NIE postawione przed śmiercią. To cała Ona.
Kocham Cię mamo – żyjemy dalej i damy czadu!
Najnowsze wpisy
No posts found!