Kontynuacja cyklu Adrianny Szymańskiej o nieśmiertelnej Adzie i jej rodzinie. Tym razem bohaterowie wchodzą na wojenną ścieżkę z przebiegłym przeciwnikiem, by odbudować dawny świat.
Kontynuacja cyklu Adrianny Szymańskiej o nieśmiertelnej Adzie i jej rodzinie. Tym razem bohaterowie wchodzą na wojenną ścieżkę z przebiegłym przeciwnikiem, by odbudować dawny świat.
Domek zostaje zburzony. Ryki znikają z mapy. Mieszkańcy rozpoczynają podróż po kraju, szukając schronienia i nadziei. Nieśmiertelna Ada jest przekonana, że najgorszy wróg poluje właśnie na nią. Wraz z Larą i Calebem staje do walki z przebiegłym przeciwnikiem, aby zmienić rozwój dramatycznych wydarzeń. Czy zafascynowany bioniką premier rozpoczął wojnę tylko po to, by przejąć jej moc?
Trzecia część Domku to powieść drogi rozgrywająca się w czasach futurystycznego konfliktu i ogarniętej chaosem powojennej rzeczywistości. Bohaterowie mierzą się z powracającym terrorem. Widzimy, jak zła ocena sytuacji wpływa na resztę życia Leny, a trauma Lary zmusza ją do działań poza prawem. Młody Tom stawia pierwsze kroki w służbach specjalnych, a bliźniaki Syriusz i Lily odkrywają, kim się dla siebie stali…
Kolejny tom cyklu pokazuje, że starcie dobra ze złem jest nadal literacko atrakcyjne. Narracja przeplatana muzyką i obrazami ruin dawnego świata sprawia, że autorka wciąż pozostawia czytelnika w strefie sentymentu.
Weszła po metalowych stopniach klatki schodowej wraz z Calebem i dwoma mężczyznami. Od tygodnia cały oddział majora Meza był przekonany, że ludzie Regana nadal tutaj urzędowali, a wszystko wskazywało na to, że wynieśli się dawno temu. Lara patrzyła właśnie na pajęczynę usnutą na drzwiach.
– Jak to zrobili? – spytała Caleba, ale ten patrzył zaintrygowany na migającą żarówkę.
Z parteru rozległy się strzały. Lara wyjrzała na klatkę schodową. Zbiegli natychmiast, ale zagrożenie zostało wyeliminowane.
– Skurwysyn! – skomentował dowódca, nadal celując w trupa pod swoimi nogami.
Zastrzelony mężczyzna zmarł z otwartymi oczami. Miał biały uniform, który najczęściej widziało się u osób z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi.
– Co się stało? – spytał Caleb.
– Otworzyłem drzwi do piwnicy i on nagle wybiegł! Spytał najpierw spokojnie: „Czy już nikogo tutaj nie ma?”, a potem: „Czy naprawdę myślimy, że tutaj nikogo nie ma?”, zgiął się w pół, jęknął, a potem po prostu jakby się wściekł i zaczął się stawiać. W oczach miał furię. Co to znaczy do kurwy nędzy, czy to ten cholerny wirus?
Lara przyjrzała się oczom nieboszczyka. Białka zaszły zielonkawą substancją. Czyżby Leslie nie ściemniał aż tak bardzo?
– Ja pierdolę, chodźcie na tyły, znaleźliśmy basen – powiadomił zastępca dowódcy, jego głos delikatnie zdradzał strach.
Lara biegła obok swoich towarzyszy ciemnym korytarzem, intuicyjnie wyjęła pistolet.
– Basen? – nie rozumiał Caleb.
– Może do ćwiczeń albo badania ciśnienia – wyjaśniła niepewnie Lara, a potem prawie zwymiotowała.
Basen był ogromny, ale bez wody i z pewnością służył do czegoś innego niż rekreacyjne pływanie. Żołnierze stanęli przed krawędzią zbiornika i patrzyli na stos zakrwawionych trupów wrzuconych nieskładnie do środka. Martwi byli ubrani jak pracownicy. Mężczyźni i kobiety. Lara poczuła ogromny strach, złapała Caleba za ramię.
Będący w bezpiecznym namiocie Rohan obserwował monitory, które przedstawiały wszystkie punkty widzenia swoich wysłanych żołnierzy. Widział to, co każdy pojedynczy żołnierz na miejscu. Widział śmierć.
– To pułapka, natychmiast opuśćcie budynek, wysyłam śmigłowiec! – rozporządził Rohan i prawie stanęło mu serce. Wybiegł z kwatery wprost do pomieszczenia, w którym druga grupa żołnierzy za pomocą gogli osłaniała wysłanych towarzyszy.
– Sprowadzić mi tu ich całych! – wrzasnął i z przejęciem zacisnął pięści.
Na korytarzu zauważył zmartwioną Lenę. Czekała na jakiś znak, że już wracają, że Caleb był bezpieczny. Ale Rohan patrzył na jej niepokój trochę inaczej. „Na pewno tylko o to się martwisz, Leno?”, pomyślał w duszy i połączył się z pilotem śmigłowca.
Atak zaczął się, zanim jeszcze wszyscy wybiegli z budynku. Strzały i lasery śmigały między nimi. Goniło ich kilku kolejnych ludzi w kitlach, a potem nadbiegli też uzbrojeni pracownicy budynku, którzy ukrywali się do tej pory nie wiadomo gdzie. Nie było ich wielu, ale walczyli zażarcie, a ich technika charakteryzowała się brakiem przemyślanych ruchów, dopadali ofiarę, by w złości zatłuc, zabić. Byli niczym wściekłe psy. Agresywni, bezwzględni, pełni furii.
Lara dopadła drzwi, wybiegła na zewnątrz i dalej przed siebie. Ktoś ją gonił, prawie się z nią zrównał, wystrzeliła pocisk, zatrzymując się gwałtownie. Głowa przeciwnika odskoczyła w tył i upadł martwy. Pobiegła dalej, kontrolując położenie pozostałych; Caleb walczył po drugiej stronie moczarów, jakieś strzały rozległy się za nią. Kilka dronów wystrzeliło serię pocisków, dziurawiąc spory obszar trawy i czterech szaleńców.
– Lara! W prawo! Wolan ma trzech na karku! – usłyszała w słuchawce.
Pobiegła tam, chowając pistolety i przygotowując dłonie. Cztery ruchy, dwa obroty, pięć sekund, trzy trupy.
Rohanowi rozszerzyły się źrenice. Obserwował poczynania Lary przez monitor i zachodził w głowę, jak to możliwe, że tak błyskawicznie zabijała?! Czym?!
– Kurwa! Oni są czymś zainfekowani! Czy ja tak wyglądam, jak strzelam? – krzyknął przerażony Wolan. – Wściekła morda i żądza krwi? Ja pierdolę! – przeklinał żołnierz, zmieniając magazynek. – Dzięki, Lara!
Ale Lara gnała już w stronę lądowiska śmigłowca. Odgłos nadlatującej maszyny odbijał się echem po opuszczonym mieście.
– Lara! Z prawej, uważaj! – wrzasnęło jej w uchu, zdążyła zrobić tylko unik.
Jakiś mężczyzna o bardzo agresywnym wyrazie twarzy uderzył ją w brzuch, a potem podniósł z ziemi kamień.
– Uciekaj! Przed siebie! – wrzeszczał pomocnik.
Lara spięła mięśnie i rzuciła się do biegu, licząc, że zaraz któryś z żołnierzy zabije jej oprawcę. Wbiegła za połamaną siatkę, omijając znak informujący o zagrożeniu biologicznym. Nie rozpoznała bagnistej wody wśród żółtych wysokich traw. Wpadła w nią po pas z chluśnięciem. Przeciwnik zbliżał się nieuchronnie, rzucił w nią kamieniem, dostała w ramię; odpłynęła jak najszybciej, widząc w oddali spalony, zatopiony do połowy helikopter. Nie zdążyła chwycić się zardzewiałej maszyny, bo mężczyzna o wściekłych oczach złapał ją za gardło. To był niesamowicie silny uścisk. Nie mogła nic zrobić, nic. Jego ręka nie była ludzka, Lara poczuła przerażenie. Sięgnęła po pistolet, ale przeciwnik kopnął ją w brzuch, wykręcił rękę tak, by złamać, a potem uderzył jej głową o zniszczoną blachę helikoptera.
– Lara, broń! Wyjmij broń! – wrzeszczało jej w uchu, ale była za słaba, mdliło ją.
Mężczyzna sam wyjął pistolet z jej kabury i strzelił w jej brzuch, a potem niżej, a potem…
Jego mózg był wszędzie. Zdołała tylko usłyszeć czyjeś wrzaski, zobaczyć uschnięte drzewo w pobliżu, a następnie osunęła się w nicość.
Poznaj recenzje pierwszych czytelników 3. tomu „Domku”
Chaos, mrok, strach… Tak rozpoczyna się kolejna część historii nieśmiertelnej Ady i jej niesamowitej rodziny. Tym razem bohaterowie lądują w całkowicie odmiennej i zaskakującej scenerii. Domek został zbombardowany, Ryki zostały niemalże zrównane z ziemią. Nierozłączna do tej pory rodzina zostaje rozrzucona po różnych miejscach na mapie. Szukając schronienia, pragną bezpieczeństwa nie tylko dla siebie, ale i dla swoich bliskich. Prowadzi ich nieodłączna nadzieja. Na niektórych z nich czekają zupełnie nowe i nieoczekiwane role. Czytaj całą recenzję >>
Od pierwszych stron czytelnika uderza klimat wojny. Ten niesamowity opis, słowo po słowie, przenosi nas do futurystycznej rzeczywistości wojny. Jakie to szczęście, że tylko na papierze. Bohaterowie znani z dwóch poprzednich części dźwigają na sobie brzemię tragedii. Niepewność udzieliła się również mi. Wszystkie emocje bohaterów, tak silne i burzliwe, były wręcz namacalne. Jakby ze stron książki ktoś włożył je do mojej głowy. Kiedy zaczęłam czytać, na 35. stronie musiałam przerwać. Odłożyłam książkę, by się uspokoić. Mieszkańców Domku poznałam jako szczęśliwych ludzi, żyjących w absolutnej harmonii, pokonujących wszystkie problemy bardzo szybko. Czytaj całą recenzję >>
Kup powieść bezpośrednio od wydawnictwa autorki.
© Wszelkie prawa zastrzeżone
Adrianna Szymańska
Polityka prywatności
Przygotował: Piotr Zacheja