Adrianna Szymańska

Rysunek, który pokazuje, żeby się nie poddawać.

Wpis z dziennika

13.05.2018

#1 Energia, jasny umysł - udany dzień

„Safe at last seeing my thoughts in order”
(Cocteau Twins – Summerhead)

Kogut pieje o 6, trzy drzemki odrzucone, no a później to standard. Szybki trening, biegiem do łazienki, biegiem do kuchni chociaż tę parówkę szybko odgrzać, sok z czarnej porzeczki (z ryckich pól), biegiem do szafy, coś uprasowanego albo z delikatnym zagięciem, potem zerknięcie na parapet na rozkwitające dziecko. Znowu biegiem do łazienki. Dzieło sztuki na powiekach i jazda za drzwi. Szybki powrót, gaz wyłączony, dobra. Jazda za drzwi. Winda praktycznie spada, ciało unosi się podczas zjeżdżania. Autobus, ten jedyny nienapakowany, ten sam kierowca, ci sami pasażerowie.

Dzień jak co dzień, ale tylko z rana.

Na Solidarności staje na światłach beżowy chrysler lebaron, w środku wytwornie ubrana kobieta w turbanie, w dłoni różaniec, a dłoń na kierownicy. Twarz zmartwiona, przejęta. Poranne słońce pięknie ją oświetla, od razu buduje się historia, bo obraz taki inny, niespotykany. Co ją dręczy, kto ją goni? Dlaczego ukrywa włosy, może ich nie ma? Chora? Skrzywdzona? Bogata i nieszczęśliwa? A może po prostu zamyślona?

Ruszamy dalej.

Potknięcie na schodach, upadek kolanem na krawędź powoduje, że mdleję w tramwaju. Prawie. Walczę z całych sił. Nikt, zupełnie nikt nie podejdzie. Wygrywam walkę o świadomość, kolano rwie jakby nie było już nogi. Nic niezłamane. Shit happens.

Walka trwa dalej, tym razem odpieram ataki Imperium Osmańskiego. Stanowczo, lecz z uśmiechem. Pewność zwycięstwa wymieszana z trzecią kawą smakuje wybornie.

W godzinach popołudniowych bazarek nadal tętni życiem. Trochę sentyment, ale większa wygoda. Warzywa i owoce wyrywają mi tym razem ręce, nie szkodzi, mój „Blade Blender” musi się wykazać. Musi mi znowu zaimponować.

I soczysty trening, a jak się potem na papierze okazuje – Ciri też zrobiła potężny trening, tylko że z mieczem. Coś tam nas łączy.

Takie szczęśliwe zwłoki podchodzą potem do okna, widok z górnego piętra niesamowity, nocne miasto, nocne życie. Ktoś na dole drze się niczym w trakcie skórowania, szkoda że nie rozumiem, ciekawe co za patologia tym razem.

Odbicie w szybie, stoję sobie po drugiej stronie. Ja, na granicy dwóch światów, po narodzinach 2 322 000 znaków powieści o nieśmiertelności.

Wspaniały dzień, wspaniałe życie. Moc. Tyle inspiracji powstaje w podświadomości, pomysły wyleją się z umysłu, gdy dojdzie do tworzenia. Frazy popłynął z nurtem, bo oczy widziały, co było im potrzebne.

Wszystko się uda. Nieustanna energia, nieustanna siła. Bez biadolenia, że się nie chce albo że nie da rady.

Wszystko da radę, wystarczy otworzyć umysł, otworzyć serce i dostrzec to, co jest wszędzie.

Najnowsze wpisy

No posts found!

© Wszelkie prawa zastrzeżone
Adrianna Szymańska
Polityka prywatności
Przygotował: Piotr Zacheja