Wpis z dziennika
25.05.2018
#5 Złe koło literackie
„Sorrow for letting someone else define you”
(Cocteau Twins – Evangeline)
Wpis z dziennika
25.05.2018
„Sorrow for letting someone else define you”
(Cocteau Twins – Evangeline)
Ku przestrodze. Przeżyłam zdegustowanie. Pisarsko wartościowe doświadczenie, ale nie tym razem.
Pewien poeta czyta nadesłane wiersze amatorów, początkujących, miłośników strof. Ogólnie zamysł dobry. Spotkanie na świeżym powietrzu, piwo, woda, miła atmosfera, można rzec – niczym sekta. Z boku pewnie myśleli, że mocne nerdy humanistyczne i że zaraz będziemy się kłócić o funkcje Jakobsona.
Poeta czyta, komentuje każdy wiersz (porusza jedynie powierzchnię, pierwsze wrażenie, nie wnika, jakby nie było czasu. A był), pyta czy są uwagi. Nie było. Towarzystwo jeszcze nierozgrzane. Kolejne wiersze, nie zanosiło się na jakieś wersy pisane na kolanie tuż przed spotkaniem, jakieś konkretne pomysły na zestawienia wyrazów przewijały się dosyć gęsto, no ale nie w tym rzecz.
Wybrzmiewa wiersz o Złym z powieści Leopolda Tyrmanda, no to ja uszy nadstawiam, słucham, zamyślam się, bo wraz z podmiotem lirycznym chodzę po tej starej Warszawie, odczuwam sentymenty, których mieć nie powinnam (wiek siła wyższa), czuję ten klimat, w cudzysłowach kawałki znanych piosenek o mieście, parafrazy, cytat z końca powieści nawet! Zawrzało we mnie, bo przeniosłam się tam, w lata 50. A tu nagle kubeł zimnej wody, bo poeta mówi mniej więcej: „bardzo dużo cytatów i to z miernych piosenek, zachęcam autora wiersza do czerpania więcej z literatury, bo warto, zawsze warto czytać; myślę, że po redakcji coś by się z tego wyciągnęło”.
Krew odpłynęła i oczy mi zgasły. O rany… Tyrmand w grobie się jeszcze raz przekręcił, jego bohaterowie też, nawet Mickiewicz (a co tam). Panie… idź pan do biblioteki i weź pan przeczytaj Tyrmanda, bo ma pan braki podstawowe, panie…
Trzepnęło mocno, a ja tylko o wodzie siedziałam.
Potem to już mentalny mój koniec, w sumie to chciałam już iść. Znowu się nabrałam, że na takich spotkaniach prowadzący ma zamiar poznać coś nowego, coś, czego by nie zmieniał „redakcyjnie” (czyli tak, żeby mu się podobało), bo rozumiałby, czym jest tworzenie.
Ale po redakcji przecież lepiej się sprzeda! Po co zachwycać się różnymi wierszami tego samego autora, podziwiać jego możliwości i kunszt, przecież najważniejsze są wiersze zbliżone, wręcz takie same, wtedy łatwiej się je wklepie w rubryczkę „nowości”.
Ostatnie wiersze dotyczyły pochwy, penisa, kopulacji. Zrobiły furorę. Ubrane w szatę wierszy Białoszewskiego, pachniały Masłowską + Różewiczem + everybody. Zero negatywnych komentarzy. Poeta płakał, gdy czytał. Nie przeczę, że były złe, bardzo mi się spodobały, ale…
No właśnie. Gdzie pochwa, a gdzie Tyrmand, no błagam… Pochwa zawsze ma pierwszeństwo w naszym współczesnym świecie. Pokaż pochwę, a powiem ci, jakim poetą jesteś.
Najnowsze wpisy
No posts found!