Wpis z dziennika
1.03.2019
#10 Marzec – to ta sama stara historia, inny rok
„My heart goes dancing”
(Cocteau Twins – Those eyes that mouth)
Wpis z dziennika
1.03.2019
„My heart goes dancing”
(Cocteau Twins – Those eyes that mouth)
To dziś i to tak przez cały miesiąc, całą wiosnę. „To ta sama stara historia, inny rok”.
Zaczyna się coś niesamowitego, ponownie.
Marzec 2011 roku był dla mnie przełomowy. Myślę, że wtedy układ planet pozwolił narodzić się czemuś nowemu, nowej estetyce, nowemu spojrzeniu. Ale od początku.
Jest coś magicznego w tamtym okresie; przyjaciele wyprawiali swoje osiemnastki, sama wtedy ją kończyłam. Byłam farbowaną rudą licealistką. Ale duszę miałam i to już całkiem rozwiniętą. Każdy weekend wypełniony domówką, naszymi szczeniackimi żartami, piciem bez kaca rano. Tamto poczucie humoru pozostało mi do tej pory, skoro śmieszą cię pewne, powiedziałabym, specyficzne rzeczy, to czemu masz z tego wyrastać?
A po nocach odwoził mnie niezastąpiony tata. I miał taką składankę, którą puszczał w samochodzie przez cały marzec. Rany… I większość z tamtych kawałków pozostała, tak mocno pozostała, że aż się stała ścieżką dźwiękową tamtych czasów, że aż niesamowicie zainspirowała mnie do jednego z potężniejszych wątków z II tomu Domku. Że aż zawsze 1 marca puszczam sobie przedstawicielkę tamtej wiosny: Too Many Miracles. Wybija ten dzień i połączony z tym utworem przepełnia mnie takie wielkie ciepło i nadzieja, jakby coś mi w środku zakwitło, jakby rozpoczynała się wtedy ta przepiękna pora roku. Ogromna wolność i przejrzystość umysłu.
Ten cudowny marzec właśnie. Już zawsze będzie dla mnie najbardziej wyrazistym miesiącem roku. Powietrze się zmienia, jest cieplej, od samej świadomości już jest cieplej.
To ciekawe, że w czymś tak abstrakcyjnym znajduję siłę, chęć do działania, nawet niedobór witaminy D jakoś dziwnie mutuje. To taki powiew odświeżenia, zmian, porządków. Taka obietnica pierwszej działki u cioci, pierwszej podróży do wiosennych Ryk, gdzie ogród mieni się pierwiosnkami i przebiśniegami, a trawa subtelnie ukazuje swoją najpiękniejszą zieleń. Jeszcze trochę i zobaczę białą wiśnię i skroploną korę orzecha.
„Zbyt wiele cudów dzieje się tutaj”. Porywa mnie fala piękna, wiele świetnych, solidnych pomysłów pisarskich, szczególnie związanych z fabułą Domku. Powoli zdejmuję zimowe ubrania, a jak zamieniam szalik na chustkę to dociera do mnie, że to już, że zaczynamy!
A w mieście… Między blokami, w drodze, na chodnikach, w autobusie i metrze, idę do rytmu, na uszach melodie. Czasem poderwę się tanecznie nakłaniana Gombrowiczowskim porzuceniem „formy”. Wszędzie muzyka — potęga, która może zmienić wszystko. Wolność, miejska wolność. Młoda krew i bańki mydlane w głowie. Nieśmiałe słońce i pierwsze liście na drzewach. Przegadane wieczory na dachu land rovera. Frazy wierszy, urywki dialogów obijające się po wyobraźni.
Przestrzeń wokół wibruje. Budzi się szczęście i nowe źródło radości. Lawiruje w kolorowym świetle i wiecie co? I pięknie jest!!
Moja Miejska Wolność:
Najnowsze wpisy
No posts found!