#8 Mój Kipciu. Sól i pieprz.
To nie ty dajesz mu dom, to psina daje ci dom, do którego chcesz wrócić i masz po co. Dać podwójny obiad, bo przecież piesek taki zaniedbany wciąż po jednym, mówi.
To nie ty dajesz mu dom, to psina daje ci dom, do którego chcesz wrócić i masz po co. Dać podwójny obiad, bo przecież piesek taki zaniedbany wciąż po jednym, mówi.
Wspaniałe kalendarzowe delimitacje. Lubię porządek, zamykanie, otwieranie, ważne granice. Każdego roku coraz ciekawiej, intensywniej, cudowniej. Umrę i pewnie okaże się, że nie ma końca.
Rodzinny wyjazd w rodzinne strony w rodzinnym klimacie. Rodzina. To chyba jedyne słowo, które niesie za sobą tyle znaczeń. Ale w słowniku niektórych nigdy nie będzie.
Pewien poeta czyta nadesłane wiersze amatorów, początkujących, miłośników strof. Ogólnie zamysł dobry. Spotkanie na świeżym powietrzu, piwo, woda, miła atmosfera, można rzec – niczym sekta.
Warsztat to oczywiście jedna sprawa, oczytanie druga, trzecia i czwarta to wyobraźnia i przeżycia, ale piąta to nowy zmysł. Talent do uformowania świata z myśli.
Istnieją takie miejsca, gdzie wytwarza się specjalna energia. Taka, która może pomóc. Od ostatnich wakacji moim małym uzdrowiskiem stał się Żakówek.
Jedna z postaci postanowiła, że będzie stepować. Postanowienie było silne, wzmacniane tupaniem nóżką i grożeniem palcem.
Odbicie w szybie, stoję sobie po drugiej stronie. Ja, na granicy dwóch światów, po narodzinach 2 322 000 znaków powieści o nieśmiertelności.